Najważniejsze to sercem poczuć,a rekami zrobić.. O dzieciach moich,aniołach,robótkach szydełkowych,druciankach,wyszywankach itd..... smutkach i radościach i dlatego by nie zapomnieć o chwilach uciekających przez palce...
Kategorie: Wszystkie | druty | kulinaria | początek | szydelko
RSS
niedziela, 07 lutego 2010
zwichrowana....

Zwichrowana po  "Wichrowych wzgórzach"
"Katarzyno Earnshaw, obyś nie zaznała spokoju,
 tak długo, jak ja żyję. (…)
Pozostań przy mnie na zawsze
- przybierz, jaką chcesz, postać
- doprowadź mnie do obłędu,
tylko nie zostawiaj mnie samego w tej otchłani,
gdzie nie mogę cię znaleźć!
Nie mogę żyć bez mojego życia.
Nie mogę żyć bez mojej duszy!"

Przekląłeś Ją Heathcliffie ...
Z miłości , bezsilności i strachu ...
Wiesz że Ona zrobiła by to samo ...

Nie mogę żyć bez mojego życia ...
Nie mogę żyć bez mojej duszy !
Dla czego jestem tak bardzo do Was podobna ?



:(:(:(:(:(:(:(:(:(
sobota, 06 lutego 2010
echhh...

Kolejne wizyty,kolejni lekarze,kolejne diagnozy.

Ginekolog chce mnie natychmiast położyć w szpitalu i ciąć ,powycinać co się da.

Słyszałam już to parę razy wcześniej od innych jego kolegów.

Bo przecież najłatwiej kobiecie usunąć co się da,nie trzeba się wtedy zastanawiać jak jej pomoc.

Drugi lekarz oglądając moje wyniki stwierdził,że dawno tak słabych nie widział.

Nie za bardzo ma co mi dostarczać tlen do serca,dlatego tak się mecze,dlatego straciłam połowę włosów,paznokcie się lamią, o tym co się dzieje ze skorą nawet nie wspomnę.

Poważna anemia,co było do przewidzenia prędzej czy później po tylu krwotokach.

Teraz rozumiem dlaczego wejście na 3 piętro to była ostatnio dla mnie mordęga.

No a poza tym zapalenie oskrzeli.

Chyba się powoli rozsypuje.

Wiec ogólnie jest do d...... i tyle.

Chociaż miałam piękny sen.

Przepiękny.

Otworzyłam swój wymarzony sklepik z pięknymi włoczkami,

gdzie można było się napić czekolady i zjeść pyszną szarlotkę.

Echhh to był piękny sen.

Robótkowo to malowałam butelkę na oliwę i słoik na w sumie nie wiem co,może np:pestki dyni:)

Powstaje też osłonka na doniczkę.

Zdjęcia niebawem.

Życzę Wam kochani pięknego i słonecznego dnia.

Wygląda,że dzisiaj będzie piękny dzień.

Ja uciekam oglądać "Wichrowe wzgórza"

W kolejce czekają :"Casablanca" i "Śniadanie u Tiffany'ego"

Będę się wzruszać,trochę poplączę,w między czasie ugotuję obiad i jakoś to będzie.

Buziaki.

czwartek, 28 stycznia 2010
wiosny chcę...bardzo

Zima ma swój urok to oczywiste,ale bardzo już czekam na wiosnę.

Potrzebuję słońca.Ciepła.

Kupiłam sześć podstawek pod szklanki

i robię sobie wiosenne świeczniki na tealighty.


Dziewczynki chore,leżą w łóżku,

akurat gdy najwięcej nauki bo kończy się semestr.

Niedobrze.

A wczoraj urządziłyśmy mini stołówkę dla ptaszków.


Trzeba jeszcze troszkę dopracować i w jakiś sposób zachęcić ptaki do odwiedzania.

wtorek, 26 stycznia 2010
bezrękawnik

Bardzo Wam dziękuje za wszystkie słowa otuchy,za tak miłe komentarze.

Jesteście kochane.

Wszelakie robótki mnie uspokajają,pomagają mi się wyciszyć jak zauważyła Largetto.

Firanka się robi,ale tak w między czasie zaczęłam robić bezrękawnik.


Często robię kilka rzeczy naraz,tak już niestety mam.

A i muszę się pochwalić:)

zakończyła się aukcja WOŚP,Michał i Michalina znaleźli nowy dom:) 41 zł.

Ciesze się.

niedziela, 17 stycznia 2010
pęczkowy szaliczek

Kupiłam znowu "pęczkową"włóczkę i zrobiłam sobie szaliczek.

Chyba dokupię jeszcze jeden motek bo coś taki za krótki wyszedł.

Włoczka bardzo podobna do tej,z której zrobiłam tunikę.

Fajne kolorki.

Powstaje też serweta z beżowej maxi,w planach 6 maleńkich serweteczek pod filiżanki.

Taki niby komplet ma byc.

Zobaczymy.

Przemeblowalam "sypialke".

Sama jestem w szoku jak to zrobiłam.

Może to ze stresu znalazłam w sobie tyle sił.

Przestawiłam łózko,może teraz będę lepiej spać.

Samo podniesienie materaca to nie lada wyczyn.

Ale się udało.Powyciągałam setki reklamówek z kłębkami,kłębuszkami,pozaczynanymi robótkami,niewypałami przeróżnymi.

I powyrzucałam.

Ja,która nigdy nic nie potrafiłam wyrzucić.

Tyle niepotrzebnych tzw"to na pewno sie kiedys przyda" wylądowało w koszu.Kilkanaście ogromnych reklamówek.

I dobrze mi z tym.

Coś tam jednak sobie zostawiłam:)przemyciłam,schowałam.

Znalazło się mnóstwo zrobionych serwetek o których zapomniałam.

To plus ogromny tego mojego sprzątania.

25 stycznia mam wizytę u kardiologa i to taki mój sposób na "niepamiętanie".

Może to kara,bo chciałam umrzeć.

Nie doceniałam tego życia,więc będę chora.

Nie wiem.

Tysiące myśli .

Ale przecież nic nie da moje gdybanie,co by było gdyby.

Boli nadal,ręka wciąż drętwieje,czasem ból jest nie do zniesienia.

Jakiś czas temu przeczytałam książkę"Weronika postanawia umrzeć"

bardzo mi sie spodobala,zreszta jak wszystkie ksiazki Paulo Coelho.

Ostatnio obejrzałam film.

Weronika usiłowała popełnić samobójstwo,nie udało się jej.

Gdy została uratowana,dowiedziała się,

ze uszkodziła sobie serce i jej dni są policzone.

Zapragnęła żyć.

Lekarz ukrył przed nią prawdę.Chciał by doceniła jakim cudem jest życie.

Wiedział,że dopóki jakiś lekarz nie powie Weronice ,

że jest całkowicie zdrowa ona każdy dzień będzie uważała za cud.

Los bywa tak przewrotny.

Czasem nie potrafimy się cieszyć z tego co mamy,

zbyt późno doceniamy.

hmmmm...

Pojechaliśmy do naszego rodzinnego miasteczka...do taty....

cale miasto skute lodem

nigdy wczesniej czegos takiego nie widzialam

wszystko pokryte grubą warstwą lodu

taka lodowa kraina.

 

 

Dziękuje Wam za słowa wsparcia. Bardzo Was serdecznie pozdrawiam.

czwartek, 14 stycznia 2010
po badaniu EKG

Wieńcówka,taka padła diagnoza.

Bardzo żle się czuję.Strasznie boli,drętwieje mi lewa ręka.

I nie wiem co robić.

Lekarz u którego byłam-porażka.

Przepisał lekarstwa i zbył mnie.Tak się poczułam.

Nie wiem czy jechać do szpitala,czy czekać.

Nie wiem.

poniedziałek, 11 stycznia 2010
M jak Matyldka

Bardzo dziękuje za wyróżnienie

artystyczny nieład

ja wyróżniam wszystkie blogi,które mam w zakładkach"Pięknie tworzą".

Wczorajsze światełko do nieba w naszym wykonaniu wyglądało tak:

Dlaczego taki tytuł notki?

ano dlatego,ze Mati ma dzisiaj imieniny.

Powstawał tajny projekt,z którego niestety nie jestem zadowolona.

Córka moja marzy o toaletce.

Niestety nie było by gdzie takiej nawet wstawić.

Udało mi się na starociach kupić takie coś:


małą,toaletkę do postawienia np: na biurku,którą można złożyć i schować.

Rewelacja cena 10 zł.

Pomalowałam,ozdobiłam,polakierowałam i co????

lakier zżółkł :(


Nie wiem czy mam zetrzeć papierem ściernym

i jeszcze raz malować,czy zostawić .

Nie wiem.:(

Matyldce się podoba,to najważniejsze.

No i taka kamizelko-tunika.


Dwie,bo dla Karolinki też zrobiłam.


Ciasto upieczone,czekolada prawie gotowa na przyjecie czas.

Serdecznie Was pozdrawiam i życzę miłego i spokojnego wieczoru.

niedziela, 10 stycznia 2010
Michał i Michalina dla chorych dzieciaków

Jak miałam 10 lat poparzyłam się,dość poważnie,ponad pól roku w szpitalu.

Dzieci nie powinny chorować,nie powinny leżeć w szpitalach,nie powinny umierać.

Zawsze staram się w jakiś sposób wspomagać WOŚP,wiem,że możliwości mam niewielkie.

ale ziarnko do ziarnka....

Ostro licytuje na Allegro,może się uda,upatrzyłam sobie parę ciekawych rzeczy.

No i postanowiłam oddać Michała i Michalinę. Aukcja

Ciężko mi się z nimi rozstać,mam nadzieję,że komuś się spodobają i zechce wylicytować.

Dzisiaj udało się wyjść na krótki spacer,strasznie słaba jestem.

Ale zima piękna,chociaż tak ciężko się chodzi.





r

Dziękuję Panu Bogu za cudowne,kochane i zdrowe dzieci.







piątek, 08 stycznia 2010
LEGENDA O CZWARTYM KRÓLU
Nie wiedziałam,że.....

Przy żłóbku Pana Jezusa widzimy trzech króli.

A przecież był i czwarty król!

I on zobaczył gwiazdę na niebie, i on ruszył w drogę.

Ten czwarty król chciał ofiarować Panu Jezusow
 trzy drogocenne kamienie.

Dlaczego są tylko trzej królowie?

Co się stało z tym czwartym?

Oto jego historia.


Koń czwartego króla zranił sobie nogę, okulał.

Musiał go sprzedać i kupić sobie innego.

To trochę trwało.

Gdy dotarł do Betlejem, nie było już tam świętej Rodziny.

Co robić?

Zaczął pytać ludzi.

Pewna kobieta powiedziała mu, co się stało,
jak przyszli żołnierze i pozabijali wszystkich małych chłopców.

Ona też w tym krwawym zajściu straciła swego jedynego synka.

Tej to kobiecie czwarty król ofiarował jeden z drogocennych kamieni.

Kamień ten przeznaczony byt właściwie dla Pana Jezusa.

Rozmawiał jeszcze z nią chwilę, starał się ją pocieszyć.

Nim wyjechał z Betlejem, dowiedział się,
że jednej rodzinie tuż przed tymi krwawymi wydarzeniami udało się uciec
 do Egiptu.

Czwarty król postanowił, że musi odnaleźć w Egipcie rodzinę,
która tak szczęśliwie uciekła.

Ruszył w drogę.

Po wielu tygodniach podróży dotarł do Egiptu.

Zaczął pytać ludzi, czy,
nie znają jakiejś rodziny przybyłej ostatnio z Betlejem.

Mijały dni, miesiące i lata a on wciąż szukał.

Był bardzo wytrwały, w tym, co postanowił.

Spotkał wreszcie kogoś, kto mu powiedział,
że była wprawdzie rodzina z Betlejem: mąż, żona i synek
, lecz że już dawno wróciła do Palestyny.

Opuszczając Egipt, w którym tyle lat stracił na poszukiwanie,
zobaczył człowieka trędowatego, który był prawie nagi.

Trędowaty prosił go o wsparcie, aby mógł sobie coś kupić do okrycia
 gdyż noce były już bardzo zimne.

Czwarty król dał mu drugi drogocenny kamień.

Kamień, który właściwie przeznaczony był dla Pana Jezusa.

Pojechał do Jerozolimy.

Od stolicy rozpoczął nowy etap poszukiwań.

Minęło prawie trzydzieści lat kiedy był po raz pierwszy w Jerozolimie
 jadąc do Betlejem.

Po tylu latach poszukiwania wrócił do niej,
 chciał w dalszym ciągu spotkać i oddać pokłon Królowi królów,
 temu, którego zapowiadali prorocy,
 a którego przyjście potwierdziła gwiazda.

Nie miał już tyle sił co wtedy, gdy ruszał w drogę.

Nie zdawał sobie sprawy, że tyle czasu spędzi poza domem i rodziną.

Wjeżdżając do Jerozolimy, zobaczył rozwalający się domek,
 a w nim bardzo ubogich ludzi.

Widział dzieci płaczące z głodu.

Tym ludziom dał ostatni drogocenny kamień.

Kamień ten przeznaczony był właściwie dla Pana Jezusa.

I właśnie wtedy, gdy z nimi rozmawiał, cały świat ogarnęły ciemności,
 chociaż było prawie południe.

Czwarty król przeraził się, pomyślał:

Jestem zgubiony!

Straciłem swoje życie!

Nie odnalazłem tego, którego szukałem!

Wówczas doszedł do niego głos,
 jak gdyby z krzyży wzniesionych na górze za miastem:

Nie straciłeś swojego życia!

Ty mnie pocieszałeś, gdy byłem smutny: ty mnie odziałeś
 gdy drżałem z zimna; ty dałeś mi jeść, gdy byłem głodny.

Panie mój - zawołał król - kiedy, gdzie ja ciebie spotkałem?

To, co zrobiłeś dla ludzi pojawiających się na twojej drodze
 to zrobiłeś dla mnie - niósł się głos od krzyży.

I padł król na kolana, i oddał pokłon Królowi królów, temu
 którego szukał przez całe życie i którego tak szczęśliwie odnalazł.

Teraz spokojny mógł wrócić do swojego domu i rodziny.


środa, 06 stycznia 2010
Gwiazda Trzech Króli
Z dalekiego wschodu
piaskami pustyni,
jadą trzej królowie
bardzo już znużeni.
Od miasta do miasta
w słonecznej spiekocie,
rozpytują wszędzie
o królewskie Dziecię.
Nikt jednak im wskazać
nie potrafi drogi:
w pałacach Go nie ma,
bo to król ubogi.
Zawierzyli przeto
gwieździe nad Betlejem,
ona im stajenkę
wskazała promieniem.

Emilia Berndsen


Dziękuje za Wasze ciepłe słowa.
"Na wschodzie bez zmian...." u mnie też.
Mam dużo leżeć,więc leżę i odpoczywam.
Moje dzieci natomiast przeszczęśliwe,że gdy wracają ze szkoły jestem w domu.
Nadrabiam zaległości filmowe,książkowe
no i robótkowe,chociaż na leżąco źle się szydełkuje.
Mam trudności z dostaniem się do kardiologa,
ale mam nadzieję,że niebawem się uda.
Serdecznie Was pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36
| < Luty 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Zakładki:
Czytam...
Mój album w fotosiku
Pięknie tworzą...

Prace oraz teksty zamieszczane na tym blogu, są moja własnością, jeśli jest inaczej zaznaczam to. Kopiowanie,wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek sposób zdjęć,tekstów bez mojej zgody jest zabronione.
Tutaj zaglądam....